Zakładki:
PRZEPROWADZKA
Moje wizytówki
Adres do korespondencji
Moje publikacje
Warto o tym pamiętać...
Tarot
Teatr
Wojownicy Światła
Fotografia
Fotokompozycja
Haibun
Haiga
Haiku
Jakie Twoje wnętrze, taka Twoja...
Malarstwo
Miejsca odwiedzane
Szamańskie dźwięki
Tanka
CURRENT MOON
|
sobota, 16 października 2010
poniedziałek, 27 września 2010
„Każdy związek z archetypem przeżywany lub tylko taki, o którym się mówi, „wzrusza”, tj. działa, albowiem wyzwala w nas głos silniejszy od naszego. Ten, kto mówi praobrazami, mówi jakby tysiącem głosów, przejmuje i porywa, a zarazem to, co opisuje, przenosi z dziedziny jednorazowości i przemijalności w sferę wiecznego bytu, los osobisty podnosi do rangi losu ludzkości, a przez to także wyzwala w nas wszystkie owe pomocne siły, które zawsze pozwalały ludzkości uratować się przed każdym niebezpieczeństwem i przetrwać nawet najdłuższe noce. Taka jest tajemnica oddziaływania sztuki. Proces twórczy, o ile w ogóle możemy go badać, polega na nieświadomym ożywieniu archetypu, na rozwinięciu i wykształceniu go w pełne dzieło. Nadanie kształtu praobrazowi oznacza w pewnym sensie „przełożenie” go na język współczesności, dzięki czemu niejako każdy może uzyskać dostęp do najgłębszych źródeł życia, które w przeciwnym razie pozostałyby przed nim zakryte.”
Carl Gustaw Jung
„Archetypy i symbole. Pisma wybrane.”
sobota, 25 września 2010
piątek, 24 września 2010
wtorek, 21 września 2010
Lubię go. Choć wcale nie jestem pewna, czy powinnam przyznawać się do tego na głos w kraju w którym obowiązuje klimat raczej umiarkowany i w którym nie -wychylanie się, z różnych względów o których żal wspominać, jest więcej niż wskazane.
Ale to mojego lubienia nie powstrzymuje, tylko przenosi je bardziej w głąb, do podziemnych jaskiń w których - wiem to doskonale, lecz ta wiedza niczego nie zmienia - wszelkie lubienia i nielubienia tylko jeszcze bardziej się intensyfikują, zagęszczają, mocarnieją, by w końcu z niekontrolowaną siłą ujawnić się w momencie oczywiście jak najmniej spodziewanym i jak najmniej do tego odpowiednim, dając za to wszechwładne poczucie unoszenia się oraz widzenia z pozarozumową przenikliwością. Ach, i do tego jeszcze to bezwzględne przekonanie, że nie ma się już nic do stracenia - zamiast przygważdżać, wyzwala.
Więc lubię go. Lubię, kiedy podczas przyjacielskich, nocnych nasiadówek wystrzeliwuje w górę beztroskimi, wesołymi iskrami. Lubię, kiedy w eleganckich kominkach z narastającą łapczywością oblizuje starannie ociosane polana. Ale lubię też, kiedy trawi to, co już i tak nie ma racji bytu. Kiedy roztapia wniwecz wszelkie misterne fasady, odsłaniając to, co jest niezależnie od tego, co my na to.
piątek, 17 września 2010
czwartek, 16 września 2010
środa, 15 września 2010
niedziela, 12 września 2010
sobota, 11 września 2010
Nie powiedziała mu - „kocham Cię” - wtedy, kiedy był na to czas.
Czas przeminął, a ona została sama ze swoją miłością.
W dzień oświetla nią sobie drogę. Jest imponująco dzielna, niezłomna, na skrzydłach niezależności wzlatuje w chłodny błękit przeznaczony dla najbardziej wyrafinowanych umysłów, raz na zawsze uwolnionych od emocji tak bardzo przeszkadzających w rozpoznaniu Istoty Rzeczy.
Swoim umysłem, niczym lodowatym sztyletem, potrafi przeniknąć naprawdę głęboko; a nonszalancja z jaką to robi, w sposób nierozpoznawalny dla nikogo, kamufluje jej rozedrgane wnętrze.
Bo w nocy jej niewyznana miłość kuli się na powrót w embrionalną postać i nie bojąc się tym razem bólu narodzin bezgłośnie krzyczy w niekończącą się ciemność.
poniedziałek, 06 września 2010
Pożądanie rezonuje. Oczywiście, tak jak wszystko inne (choć nie
wszystko rezonuje na wszystkich i ze wszystkimi, proces ten nie zależy bowiem
od tego, co jest emitowane, tylko od tego, kto emituje i w czyim, w jakim
kierunku), ale jest coś, co pożądanie wyróżnia, a mianowicie fakt, że nie można
go udawać. Pożądanie nie poddaje się mistyfikacji, tak jak wiara, nadzieja,
czułość, przywiązanie, etc. Pozornie tylko nie poddaje się temu również nienawiść,
ale nienawiść nie jest czystym uczuciem, niezależnie z jakiej perspektywy i na
jakim poziomie ją rozpatrujemy. Pożądanie natomiast jest spontaniczne,
częstokroć wymyka się władzy rozumu i nie chodzi tu o jego siłę „rażenia”, lecz
o to, że potrafi być skierowane w stosunku do osoby, przedmiotu, który w żadnym
procencie nie jest zgodny z kanonami naszego własnego gustu i przyjętych „od
zawsze” upodobań. Pożądanie jest bowiem prawdziwe, za nic ma wzorce
przeniesione z dzieciństwa lub nawet z poprzednich wcieleń. To, co jest jego
„obiektem” potrafi wyłowić z każdego chaosu, z każdego oceanu szarości. I
potrafi to też sobą na tyle wzbogacić, że niedostrzegany dotąd „obiekt” staje
się pożądany przez innych, tak jakby uaktywniły się w nim magnetyczne
właściwości. Nie do podrobienia jest również bezinteresowna
miłość. Rezonuje ona równie silnie, jak pożądanie, choć w sposób oczywisty jest
czymś od niego skrajnie różnym, gdyż siłą napędową pożądania jest chęć
samozaspokojenia. I to chęć samozaspokojenia w obszarach, których częstokroć
nawet w sobie nie przeczuwamy, dopóki w świecie zewnętrznym nie natkniemy się
na ich personifikacje, uosobienia. I właśnie owo mocarne sprzężenie zwrotne ze
światem powoduje, że jakby na nowo zaczyna w nas krążyć krew, że życie odzywa się
w nas z nową siłą; często po raz pierwszy czujemy, że naprawdę żyjemy. Bezinteresowna
miłość rezonuje na zupełnie innej zasadzie, nie potrzebuje potwierdzeń dla
swojego istnienia ze świata zewnętrznego, nie potrzebuje oddźwięku i dlatego
dla większości śmiertelników pozostaje niedosiężna. Co również odróżnia ją od
pożądania, które jest powszechne i łatwo dostępne.
Choć więc tak różne od siebie, pożądanie i
bezinteresowna miłość mogą jednak spotkać się w pewnym zenitalnym punkcie, a
stanie się to wtedy, kiedy pożądanie zacznie wygasać. Nie jest to, wbrew
pozorom zależne od wieku, polega raczej na tym, jak bardzo rozwinięta jest
nasza samoświadomość. Pożądanie bowiem nie jest w stanie się nasycić. Potrafi
znajdować dla siebie ujście w zmieniających się „obiektach”, ale nie znajduje
rozładowania. Im więcej bowiem napotyka „obiektów”, tym bardziej wpada w samouwielbienie.
Przekracza tym samym, w pewnym momencie, granicę samopoznania, samookreślenia i
zaczyna istnieć dla samego istnienia, bez wyraźnej już przyczyny i bez
wyraźnego już celu. Przemienia się też wtedy często w znużenie, agresję, staje
się autodestrukcyjne. Dlaczego? Dlatego, że
został przekroczony punkt określający „wiem, kim jestem” i to określający to w sposób
bezwarunkowy, pozwalający na bezinteresowne uczucie, jakim jest miłość. Ten
punkt zostaje przekroczony wtedy, kiedy nie zgadzamy się z naszym własnym
wizerunkiem, kiedy okazaliśmy się tak krańcowo różni od naszych wyobrażeń o
sobie, od przyzwyczajeń naszych i naszych bliskich o nas samych, że nie
jesteśmy w stanie tego znieść. Kiedy poznajemy siebie takich, jakimi jesteśmy
naprawdę często otwiera się przed nami przepaść, która powstaje między tym, co
było dotąd uważane za pewnik, a tym, co się naprawdę okazało. Niewielu ma odwagę skoczyć i przekonać się o swojej umiejętności latania. Niewielu ma odwagę powiedzieć i sobie i najbliższym - „nie
jestem taki, za jakiego mnie braliście”. Wielu natomiast zawraca znad krawędzi i
ponownie szuka samozaspokojenia, tęskniąc już na zawsze do uczucia, jakiego
doznali patrząc w oczy Prawdzie i nie może odnaleźć go nigdzie indziej. Ci jednak, którzy skoczyli, którzy zgodzili
się na siebie takich, jakimi są naprawdę, mogą kochać bezinteresownie, bo nic
ich nie jest w stanie złamać. Nic ani nikt nie jest w stanie dotrzeć do ich
istoty, właśnie dlatego, że jest ona niczym nie uwarunkowana. Nikt, kto powie:
„Już ja cię znam, jesteś taki i taki” nawet nie dotnie Prawdy, ponieważ - po
pierwsze - jego opinia będzie uwarunkowana jego doświadczeniami i zdolnościami
percepcyjnymi, a po drugie - na kogoś, kto wyzwolił się z uwarunkowań nie ma
żadnych określeń. Wściekłość, jaką potrafi
to wywołać w innych, jest przepotężna, ale jej ataki są tak naprawdę błogosławieństwem,
bo wzmacniają tych, którzy się odnaleźli, tylko i wyłącznie w nich samych, w
niczym i w nikim innym - siłą rzeczy. Co nie znaczy, że oni nie płaczą lub, że
nie potrafią reagować adekwatnie do agresywnych zaczepek. Ale nie utożsamiają
się ze swoimi reakcjami w przeciwieństwie do tych przez których są atakowani.
Nie są swoim płaczem, nie są swoimi ciętymi odpowiedziami. Wiedzą, że to są
tylko i aż narzędzia. Pożądanie rezonuje więc nie bez kozery. Chce
się dowiedzieć, kim jest naprawdę, ale nie dowie się tego, dopóki odpowiedzi
będzie szukało w innym oczach. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||